Transcarpatia 2005.08.20 - 28

Spis treści

 

Poniedziałek, 22 sierpnia - Zagubieni w czasie i przestrzeni.
Wisłok Wielki-Krępna - 63km.
ETAP: 6:40:52 - 114 miejsce w kategorii Men
Klasyfikacja generalna: 19:31:06 - 64 miejsce w kategorii Men

Ranek. Witają nas zapchane kible i kolejka do nich jak za czasów sprzed rewolucji. Pamiętam, że stałem w takiej z babcią po cukier. Z namiotu wychodzimy kilka minut po ósmej z obawy że Woodi (klawy koleś z ekipy organizatorów) będzie nas łomotał po plecach urwaną z roweru korbą. Po wyciągnięciu z magazynu sprzętu okazuje się że napęd jest koloru dojrzałej pomarańczy. Myjka ciśnieniowa nie służy rowerom. Niestety nie chce nam się z ich myciem babrać inaczej. Po wyczyszczeniu, nasmarowaniu i wyregulowaniu tej kupy aluminium przez serwis SKI TEAM zaczyna w końcu coś działać. Na wieczornej odprawie dowiedzieliśmy się o likwidacji jednego z PK, więc obmyślamy swoją strategię. Przy starcie ma miejsce śmieszne zjawisko. Pół peletonu wyjeżdżając, ze szkoły jedzie w prawo na Komańczę, a połowa na Jaśliska. Cóż, w końcu to rajd na orientację. Wybieramy wariant drugi obawiając się błota. Ciągniemy szosą, zjeżdżając w Mieszczańcu na kamienistą szutrówkę. Jedziemy zielonym szlakiem. Po ok. 9km mamy zjechać na niebieski szlak pieszy aby po 3 km dostać się do granicy polsko-słowackiej na której znajduje się 1 PK. Niestety szlak ten odbijał na zjeździe i mijamy go na dużej prędkości, nic nie podejrzewając. Budzimy się dopiero po jakichś 15km (!!!) już na szosie. Ten odcinek był bardzo szybki. Prędkość w zasadzie nie schodziła poniżej 40km/h a momentami podchodziła pod 60km/h. Wracamy z minami grobowymi. W zasadzie teraz jest już po etapie. Gigantyczna dwugodzinna strata, bo tyle czasu kosztuje nas objazd. Organizator nie pozwolił nam podjeżdżać pod prąd z obawy przed wypadkiem. Szybkie, kręte szutry, którymi podjeżdżalibyśmy pod prąd, niestety stwarzały takie ryzyko. Wracamy szosą do Mieszczańca i robimy całe kółko jeszcze raz. 25km w plecy. Sporo tracimy jadąc uważnie aby nie przegapić szlaku. Z nami zgubiło się tam kilkanaście drużyn, więc nie jedziemy sami. Jedzie z nami również team czeski, w którym jeden z zawodników ma źle ustawiony lub uszkodzony tylny tłumik i buja się jak na huśtawce, gadając coś pod nosem. Podejście do 1PK oczywiście jest już rozjeżdżone na amen. Błoto po łydkę, więc idziemy te 3km z buta. Następnie ponowny zjazd do Jaślisk i szutrem do Lipowca. Po drodze Kobi alarmuje że jego amortyzator przestaje działać. Potężne luzy na goleniach nie napawają go optymizmem. Suntour za 300 zł to porażka. Niestety, wszystko kosztuje. Wybierając się na TC nie należy oszczędzać na sprzęcie. Tani amortyzator rozlatuje się tam po kilku etapach. Chyba lepiej jechać na sztywnym. W Lipowcu szukamy żółtego końskiego szlaku. Towarzyszy nam jeszcze jeden zespół. Znajdujemy ścieżkę ale nie ma na niej znaków. Są za to ślady markowych opon więc ktoś tędy jechał. Zmęczeni nie wytrzymujemy tempa podejścia naszych towarzyszy i idziemy sami. Za chwilę ścieżka się urywa. Wyciągam kompas i mapę. Dochodzi inny zespół (stroje winterfresh). Idziemy razem na azymut przez dziki bieszczadzki las. Cały czas się coś nie zgadza. W końcu znajdujemy jeszcze kilka innych zespołów. Po przejściu kilku, a może nawet kilkunastu dobrych kilometrów decydujemy wspólnie, że zamiast błądzić zjeżdżamy pierwszą ścieżką w dół do cywilizacji aby jakoś ustalić swoją pozycję na mapie. Trafiamy na dom, który pamięta z pewnością jeszcze czasy rozbiorów. Wychodzi jakiś starszy człowiek i kieruje nas w dobrą stronę. Na szczęście do punktu z tego miejsca jest tylko kilka kilometrów tyle, że trzeba się cofnąć. Nasza strata jest już dramatyczna. Zastanawiam się czy dojedziemy w limicie. Zaliczamy 3 PK i po dalszych 8 km dziurawą drogą 4 PK na którym jest bufet. Na liczniku mam już 81km. Od dziewczyn obsługujących punkt żywieniowy dowiadujemy się że jesteśmy jednymi z ostatnich zespołów. Ruszamy dalej. Niestety awaria. Tym razem nie sprzęt. Michał oznajmia że brak mu prądu. Powoli, pniemy się pod górę a później szutrem w dół. Odjeżdżam partnerowi na parę metrów licząc, że odbędzie ze sobą poważną rozmowę w cztery oczy. Jadąc z przodu, oglądam się za siebie i bardzo delikatnie zwiększam tempo. Skutkuje. Po drodze do wsi Polany zaliczmy na pełnej prędkości water splash'a przez duży potok przy którym przyczaił się jakiś miłośnik fotografii. Tego zdjęcia pewnie nigdy nie ujrzę. Za nami jedzie chyba ostatni zespół. Robimy drafting w którym spełniam rolę lokomotywy i dojeżdżamy do mety w Krępnej. Na liczniku równa setka. Po tym etapie czuję się o dziwo bardzo dobrze. Dupsko boli, ale zauważam, że z etapu na etap szybciej się regeneruję. Nagrodą za dojazd do mety jest już wolny od kolejki specjalny namiot firmy GORE-TEX służący za prysznic i po raz pierwszy ciepła woda. Zaliczamy miejscową knajpę. Wcinam boski żurek z jajem i fasolkę po bretońsku, popijając tymbarkami. Kolejny raz mieszkamy w namiocie. Usypiamy utuleni zapachem Ben-gaya.


 

Transcarpatia 2005

Relację z wyścigu Transcarpatia 2005 napisana została w 2005 rok przez Kubę i umieszczona na oficjalnej stronie www.transcarpatia.org.

Zespół "Halo, halo Franku", czyli Ja i Michał pojawia się w tej relacji, jako że tam własnie się poznaliśmy.

Gwoli informacji dodam, że zespół "Halo, halo Franku" ukończył wyścig Transcarpatia na zaszczytnym 76 miejscu. Strat w ludziach i sprzęcie nie było (prawie :)

 

Piątek - 19 sierpnia

Kielce - Ustrzyki Dolne - 285km

Kobi (Michał Kobus - mój teamowy partner) urywa się z pracy, ja się pakuję. ...

więcej >>

Transalp 2007

To wyjazd w Alpy, prowadzący trasą najsłynniejszego wyścigu górskich rowerów. Po TC 2005 obiecaliśmy sobie, że już nie będziemy się ścigać, więc propozycja wyruszenia na trasę kilka dni po prawdziwym wyścigu była bardzo kusząca. Wyruszamy na trasę w dniu, w którym wyścig wjeżdża na metę nad jeziorem Garda we Włoszech. W czasie naszej wyprawy spotykamy na trasie ślady przejazdu wyścigu.

image008

więcej >>

Transalp 2012

Transalp 2012 - Garmisch-Partenkirchen - Riva del Garda  (400 km, 11 100 m przewyższenia)

Wyprawa zorganizowana i prowadzona przez Tomka Pawłusiewicza z transalp.pl

IMG 0856

więcej >>